RSS
niedziela, 25 maja 2008
„Who is Sylvia?"

Who is Sylvia?

Who is Sylvia? what is she,
That all our swains commend her?
Holy, fair, and wise is she;
The heaven such grace did lend her,
That she might admired be.

Is she kind as she is fair?
For beauty lives with kindness.
Love doth to her eyes repair,
To help him of his blindness,
And being help'd, inhabits there.

Then to Sylvia let us sing,
That Sylvia is excelling;
She excels each mortal thing
Upon the dull earth dwelling:
To her let us garlands bring.

-Shakespeare-

Kim jest Sylwia? Czymże jest,

Że każdy przed nią klęka?

Z niebios chyba spłynął chrzest

Rozumu, wdzięku, piękna

W każdy rys jej, w każdy gest. 

Skoro taki Sylwii czar,

Czy równe są jej łaski?Wzrok jej to na proch by starł,

To znowu złote blaskiNieci w nim miłosny żar. 

Śpieszmy Sylwii hołdy nieść,

Śpiewajmy jak dzień długi;

Niech obiegnie ziemię wieść,

Że nie ma takiej drugiej;

Wijmy wieńce na jej cześć 

Przełożył Stanisław Barańczak

 "Who is Sylvia?" is from William Shakespeare's "The Two Gentlemen of
Verona," Act IV, Scene II.

Byliśmy sobie pisani. Urodziłam się w złej epoce :]

20:05, ally_mcbeal
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 kwietnia 2008
Operacja

Nie sadzilam, ze kiedykolwiek bede musiala odwiedzic szpital jako pacjentka. Angielska pacjentka hehe

 

15.04.08 wtorek

Tego dnia obudzilam sie z naprawde dziwnym bolem brzucha.Jakby cos od wewnatrz ssalo i rwalo.Wmowilam sobie, ze to z nerwow, gdyz czekala mnie wizyta u ginekologa, balam sie, ze znow bede musiala usiasc na ten przeklety samolot. Lyknelam ibuprom, lecz malo co pomogl.Dzien toczyl sie dalej, wizyta przebiegla spokojnie, bez badania. Pojechalam do Pawła i klotnia. Stalam sie czescia jakiejs chorej telenoweli, gdzie kazdy klamie i udaje. Szkoda to wszystko uwieczniac, mam nadzieje, ze moja felerna pamiec pomoze mi to dosc szybko zapomniec. Pod koniec dnia niby sie pogodzilismy, jednak, gdy wrocilam do domu dostalam smsa, ze to koniec. Plotki, pomowienia, oszczerstwa osob drugich zniszczyly cos co moglo byc tak piekne.W nocy z bolu spac nie moglam, kolejny ibuprom rowniez nie pomogl...

 16.04 środa

Nie bylam w stanie isc do pracy. Pojechalam zgieta w pol do przychodni. Lekarz stwierdzila zapalenie wyrostka robaczkowego! Szok, przeciez to niemozliwe- nie moge isc do szpitala! Przeciez z tego miejsca sie nie wraca!Nie chce umierac na sali operacyjnej,albo z powodu pozostawionych nozyczek w brzuchu!Panika,placz....lekarz wypisala skierowanie na oddzial chirurgiczny i dala nadzieje-jesli nospa nie pomoze, nie ma na co czekac, bo wysotek moze sie wylac i zgon.... ok.19 z trudem sie umylam,spakowalam i pojechalam z mama do szpitala.Starszy, nie mily chirurg potwierdzil rozpoznanie lekarz z przychodni.Poryczalam sie....przez lzy mowilam mamie, by moje zwolki spalono i by juz jechala, bo jej obecnosc mi nie pomaga.Przebralam sie i jazda do sali pooperacyjnej.Tam kluli mnie z 3 razy w rozne miejsca probujac znalezc zyle, koniec koncow weflon zalozyli do zyly glownej w zgieciu reki.Podali antybiotyk i mialam zasnac w szpitalu czekajac na smierc.Oczywiscie nie zasnelam, pomimo, iz dostalam jakas tabletke nasseno-uspakajaca.Ktos co chwile rzygal, jeczal....ja mialam byc nastepna.W sali byla ze mna mila kobieta ok.45.Rowniez rano miala przejsc operacje,wyciecia pecherzyka z kamieniami.

17.04 czwartek

Strasznie glodna,obolala i wyczerpana wsluchiwalam sie w rytm krokow pielegniarek.Dzien zaczyna sie u nich juz ok.5.Mierzenie cisnienia,temperatura,tetno,zmiana kroplowek,podanie dozylnie antybiotyku.Zadna nie wiedziala o ktorej godzinie mnie wywioza z sali.Przypomnialo mi sie, ze chyba 17.04 moja kochana babcia zmarla na moich oczach.Pomyslalam...coz za zbieg okolicznosci, chyba babcia chce miec juz mnie przy sobie...ok.9 przyszedl mlody,zabojczo przystojny chirurg, ktory spytal jak sie czuje.Ponaciskal mi brzuch i powiedzial,ze dzis operujemy.

Jakies pytania?

-czy przezyje?heh

-hehe, to wszystko zalezy od Pani nastawienia ;)

swietnie, czyli umre....czy bedzie bardzo bolec?czy bede rzygac?czy....

czy bedzie mnie Pan operowal?

tak 

Mile odpowiedzial na moje pytania, a ja juz chcialam powiedziec, ze skoro Pan mnie bedzie operowac to nie musze sie obawiac.Przy takim przystojniaku moge nawet orla wywinac hehe ale ugryzlam sie w jezyk...ok 10 przyszly 2 pielegniarki, kazaly rozebrac sie do naga,wlozyc cos w rodzaju kaftanu i glowa do przodu pojechalam na sale operacyjna.Zdjeli mi kaftan i przykryli me nagie cialo przescieradlem.Na sali pelno ludzi, strasznych narzedzi.Anestezjolog zadala kilka pytan i kazala podpisac.Spojrzalam na mojego chirurga,usmiechnelam sie,on rowniez i uslyszalam pielegniarke:"teraz wstrzykuje Pani narkoze,zakreci sie Pani w glowie i Pani zasnie" trwalo to zaledwie 2 sekundy,nawet jak bylam mocno najebana to tak mi sie nie zakrecilo i odjechalam.Przebudzilam sie i wpadlam w lament, zaczelam ryczec, wrecz dusic sie lzami, zaczelam kontaktowac dopiero w swojej sali pooperacyjnej, gdzie wciaz nie mogli mnie uspokoic.Gosh, jak mnie wiezli, co ludzie musieli sobie myslec heh...Ponoc niektorzy tak reaguja po przebudzeniu, najwidoczniej nie spodobalo mi sie to,ze wrocilam do zywych...lub moja gleboko zakotwiczona depresja sie ujawinila, gdy ja nie mialam na to wplywu ani swiadomosci.Operacja trwala jakies 2 godziny.Moj przystojniak odwiedzil mnie i powiedzial cos w stylu:"Wyrostek jednak nie byl az taki chory na jaki sie wydawal.Gorzej z Pani ukladem rozrodczym, bylo przekrwienie macicy, pecherzyki na jajnikach,dosc duzo krwi sie wydobywalo,wszystko pozalatane, a wyrostek wyciety,zeby nie bylo.gdyby bol sie pojawil to juz do ginekologa z tym" Za bardzo nie wiem teraz, czy to powazne, czy moja historia z bolem brzucha dopiero sie zaczyna...w poniedzialek dostane wypis, moze cos wiecej bedzie tam napisane...

Strasznie bolalo, czulam, ze mam pelen pecherz.Nie potrafilam zalatwic sie do basenu, jestem taka osoba, ze nawet w lesie, gdzie nikogo nie ma,bym sie nie zalatwila.Chcialo mi sie plakac, tak mnie pecherz uciskal, pielegniarki sie zlitowaly i pomogly mi wstac, gdzie jest wrecz niedozwolone po tak krotkim czasie po peracji wstawac.Cudem dostarlam do lazienki i mimo to nie wysiusialam sie.Oj, jaki to byl bol...kilka razy robilam tego typu podchody, ponoc to normalne po takiej operacji. Jelita nie pracowaly.Dostalam zastrzyk rozkurczowy w posladek- co za bol!! Na szczescie historia z zrobieniem siusiu jakos sie dobrze zakonczyla, bez zacewnikowywania.Czlowiek, gdy zdrow nie docenia tego typu czynnosci, nie doceni,ze moze zjesc kromke chleba czy tez normalnie sie zalatwic.Dla mnie to blogoslawienstwo! :-) od wtorku wieczora nic nie jadlam, nie pilam az do piatku rana...dzien po operacji przespalam, ok.18 odwiedzila mnie mama,zle sie czulam.Gdy poszla,zasnelam,przebudzilam sie by pojsc do lazienki,usiadlam pierw na lozku,odczekalam az przestanie mi sie krecic w glowie i poczulam, ze zaraz zwymiotuje, o gosh tylko nie to-nienawidze rzygac!! sama żółć, cos okropnego, rany mi prawie porozrywalo, balam sie,ze szwy pojda bleeee gdy skonczylam rzygac dostalam smsa od Pawla, ze sie denerwuje, co ze mna...chyba moj opis na gg go poruszyl. od razu lepiej sie poczulam i spalam cala noc raczej spokojnie :-)Marzylam,by nastal juz dzien, bym mogla cokolwiek zjesc,wypic i jechac do domku.

18.04-piątek

Sexy chirurg mnie z rana odwiedzil i powiedzial,ze moge jechac do domku i uwazac na jedzenie, tylko lekkostrawne i w bardzo malych ilosciach.Pozniej sniadanie szpitalne, sasiadka spytala,czy jest cos dla nas,bo umieramy.Dostalam kaszke (nienawidze,tym bardziej bez cukru) ale jadlam i cieszylam sie jak dziecko.Sasiadka za to dostala kaszke,5kawalkow chleba,twarozek i kawe zbozowa!Hey to nie fair!! czemu ja tak malo??tak bardzo marzylam poczuc znow smak chleba!! sasiadka zauwazyla mojego chirurga, zawolala glosno,podszedl, a ja:

-dostalam tylko kaszke, czy moge chociaz jeden kawalek chleba kolezaki? (wygladalam jak zbity,wyglodzony piesek)

hottie zaczal sie smiac i powiedzial,ze moge ale tylko jeden i jesc powoli,bo nie moge dopuscic do tego,ze znow sie porzygam lol podziekowalam i wdzieczna wszystkim jadlam ze smakiem.Od razu poczulam sie o niebo lepiej!! Iza przyjechala po mnie taxowka ok.10 i wrocilam do domku,nareszcie!! Przezylam koszmar!!Za 7 dni sciaganie szwow, moze ujrze mojego chirurga...ciekawe jakby zareagowal na moje zaproszenie na kolacje w podziece za udana operacje hehe dreams....

19.04

Czuje sie nie najgorzej, powiedzialabym, ze nawet dobrze w porowaniu z tym co bylo.Nadal ciezko mi sie smiac, odkaszlec, ale daje rade.chodze troche,a za chwile ide wziasc prysznic-nareszcie! hehe moge dzis zdjac opatrunek i umyc sie! :-) a zatem ide zmyc z siebie specyficzny zapach szpitala..... 

 

16:33, ally_mcbeal
Link Komentarze (1) »
piątek, 15 lutego 2008
Muszę to uwiecznić

Sylwia. Czyli jak sama nazwa wskazuje - milosniczka lasu ;-) Niezwykla osoba o niesamowitej psychice. Nielatwo ja zrozumiec, a jeszcze trudniej opisac.
Czlowiek o nieprzecietnej wrazliwosci, choc pierwszy, powierzchowny odbior nie wskazuje raczej na te wrecz nadwrazliwosc. Samotniczka z wyboru- po wielu, glownie dzieciecych, toksycznych przejsciach z osobami, ktore zadaly jej rany wykazuje tendencje do izolacji, niepewnosci siebie i nieufnosci. Nielatwo wkupic sie w jej laski, a jeszcze trudniej zdobyc przyjazn. Jednak gdy juz zdolasz tego dokonac, wiedz, ze jest to relacja bliska, dlugotrwala, moze na cale zycie. Niewiara w ludzi laczy sie u niej z ogromna miloscia do wszelkiej masci "braci mniejszych"
naszego gatunku, zwlaszcza psow. W ogole- jak juz sugeruje lacinska etymologia jej imienia- jej naturalnym siedliskiem jest swiat przyrody, tam czuje sie najlepiej, wolna i dzika, zespolona z natura, ktora wszak wszystkich nas uksztaltowala. Mimo swej nieufnosci i i dosc wyraznego podkreslania swej wolnosci, latwo popada w obsesyjne, uzalezniajace namietnosci milosne. (A moze pseudomilosne?) Najwazniejszy zwiazek jej zycia wpedzil ja w galopujaca depresje i mysli samobojcze. Silny, skupiajacy na sobie wszystkie nadzieje i zyciowa energie, ale palcem na wodzie pisany. To oszustwo sprawilo ze z duzym dystansem odnosi sie do wszelkich prob zdobycia jej serca (a o fanow jej urody nietrudno- ta bowiem jest u niej nieprzecietna) i nie otwiera sie latwo, slyszac zapewnienia o goracym uczuciu, ekspresowym zakochaniu sie i zapowiedzi dozgonnej trwalosci tej fascynacji.
Zycie swe codzienne traktuje troche jak marna sztuke teatralna- w ktorej trzeba zagrac dobra mine do zlej gry: w kontakcie ze swiatem zewnetrznym nalezy okazac usmiech, pewnosc i zyczliwosc, podczas gdy w rzeczywistosci maska ta kryje krucha, troche bezbronna, delikatna istotke, spragniona czulosci, poczucia bezpieczenstwa i bezwarunkowej aprobaty swej osoby w pelnym wymiarze.
Ambitna, choc z podcietymi skrzydlami, tak wiec trudno sie jej wzbic na wyzyny swych mozliwosci. Nie wierzy w nie. Ze swa emocjonalnoscia, wyostrzona wyobraznia i zmyslem artystycznym kocha sztuke i to, co wzniosle. Sentymentalna, a jednak czasem wulgarna- bawi ja dosadny humor, nie powstrzyma sie czasem przed siarczystym przeklenstwem. Lubi tanczyc, bawic sie i pic. Chyba glownie po to, by zapomniec choc na chwile o swej marnej egzystencji...
Czasem wydaje mi sie zgorzkaniala, zdesperowana, wyprana z woli zycia, pozbawiona wszelkich zludzen, moze nawet wyrachowana i nieco cyniczna, niemniej nadal na pytanie "Kim jest?" pierwsza cisnaca mi sie na usta odpowiedz to: "Po prostu dobry czlowiek" :)

 Napisane przez Yavosza.Dziekuje jeszcze raz za ten jakze trafny opis mojej chorej osoby hehe.Nic dodac,nic ujac,cala ja hehe

 

22:36, ally_mcbeal
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 lutego 2008
Wichrowe Wzgórza
Widziałam w swoim życiu naprawdę wiele filmów. Większość z nich opowiadały o tym, co dla wiekszości z nas najważniejsze- o miłości. O miłości do której tak każdy z nas dąży, za która każdy tęskni, mimo, iż jest wręcz niemożliwe wytłumaczyć czym miłość dla nas tak naprawdę jest. Może mieć moc destruktywną, ale także uzdrawiającą. Poznając drugą osobę, pragniemy by czas oczekiwania się zakończył. Pragniemy jak najszybciej odnaleźć swoją drugą połówkę. Ale czy przeznaczenie naprawdę istnieje, czy też to tylko nasza wyobraźnia, która ukształciła się dzięki obejrzanymi przez nas filmami czy też przeczytanymi książkami? Jednego jestem pewna, film pt. „Wichrowe Wzgórza” ukazuje nam magię. Miłość, wręcz obsesję, o której każdy z nas może tylko pomarzyć. Brak mi słów by opisać to co czuję po obejrzeniu. Ekranizację powieści Bronte mogę spokojnie porównać do dzieła Williama Shakespeare pt. „Romeo i Julia”. Niech ktoś mi odpowie z ręką na sercu- czy taka miłość istnieje???
17:47, ally_mcbeal
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 lutego 2008
22 lata minęły....
Stara dupa jestem.Urzadzilam urodziny i byly one the best of all.O 19:00 zaczeli sie wszyscy schodzic, a pozniej zamiast jechac do clubu do normalnego miasta-wyladowalysmy po dwoch polowkach w naszym wiesniackim "clubie".Ale bylo wspaniale!Byl tam moj ex Pan J, ktory powiedzial "czesc",nie ma co-pokazal klase....Dalismy czadu, szkoda,ze ta noc byla taka krotka. i szkoda,ze mam urodziny tylko raz w roku.hehe
22:49, ally_mcbeal
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 stycznia 2008

"Like I said, disappearances happen. Pains go phantom. Blood stops running and people, people fade away. There's more I have to say, so much more, but... I disappeared." 

MEREDITH "Grey's Anatomy"

 

Moja intuicja po raz kolejny przewidziała to co się wydarzy.A może mam dar jasnowidzenia?W każdym bądź razie znów jestem sama, facet po prostu przestał się odzywać.Swoją osobą i postępowaniem udowodnił, iż nie był mnie wart.Rozumiem,że cierpi po rozstaniu z ukochaną, ale mimo to, wypadałoby się spotkać i po ludzku zakończyć tę farsę.Wybrał milczenie, a mi pozostało się domyślać....

A teraz dobra nowina-na ten okrutny świat przyszedł słodki, niewinny aniołek o imieniu Adaś. Jest cały i zdrowy tak jak jego mamusia, Ewusia :-) Wiedziałam, że wszystko dobrze się potoczy. Przez chwilę przeszło mi przez myśl....ehh...kochać i być kochanym to coś najważniejszego w życiu, dla mnie coś nieosiągalnego....

 

01:46, ally_mcbeal
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 stycznia 2008
Change

Nowy rok zaczął się pięknie.Po raz pierwszy spędziłam go z mężczyzną u boku.Pojawiła się dawno umarła nadzieja na to, że nie umrę w samotności, że będę z kimś.....Wartościowy facet, znajomy znajomego dotrzymał mi towarzystwa w tej jakże szalonej nocy.Minęło 18 dni a my wciąż razem i mam nadzieję, że też tak pozostanie.Sądziłam, że początki będą bezproblemowe, jednak myliłam się.Jest zamknięty w sobie, przeżywa poprzedni związek.Potrzebuje czasu i łudzę,że będę w stanie załatać jego serce...On jest naprawdę dobry,nawet powiedziałabym za dobry.Szkoda tylko,że nie jest jak narazie w stanie mi zaufać,dać się poznać.W sumie ja nie jestem w tym lepsza.Też wybudowałam ściany i ciężko mnie poznać- wspaniale się dobraliśmy.Jest dobrze.....

Za to na kolegium tragedia.Niezaliczone testy,sesja w moje urodziny...oby pieniądze nie poszły w błoto....

 Polecam piosenkę Lifehouse- Everything

23:14, ally_mcbeal
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 grudnia 2007
Koniec nabijania sie w butelkę
Nie za bardzo sie odzywa, ja juz narzucac sie nie bede. Zawalilam test, kolejne do zawalenia czekaja. Mam na wszystko wysrane, I'M FED UP with this fucked up life. Dzis najchetniej pozabijalabym wszystkich, prawie sie poryczalam na zajeciach. Dlaczego doslownie NIC mi sie w tym zyciu nie moze udac? Slucham Al Green....matka na mnie jedzie za to ze ja jade na nia, nie rozumie czemu nie moge byc mila dla niej. Dzis na jej pytanie odpowiedzialam glosno "GOWNO" i draka na calego. Sie wpierdala, nie rozumie, jak postepowac z chorym czlowiekiem. I czemu nikt nie rozumie, nie pojmuje jak tu mozna byc wiecznie nadasanym skoro nie ma sie milosci, zdrowia, pieniedzy, przyjemnosci, hobby, pasji, marzen....pusta, brak jakiegokolwiek sensu.Gosh.....
23:55, ally_mcbeal
Link Komentarze (1) »
środa, 12 grudnia 2007
Is this a begining of smth...?

Odpowiedzi dowiem sie w piatek. Powinnam ja znac juz dzis, ale odwolal spotkanie i przelozyl na piatek. Zdazylam sie juz zmartwic, ze go nie zobacze, po tym jak przeczytalam jego opis wskazujacy na to, iz nie jest samotny.Ale to tylko slowa piosenki....Powinam puknac sie w czolo, za to, ze robie sobie jakiekolwiek nadzieje, ale to jest silniejsze ode mnie. Wczoraj wyczytalam piekne slowa, ktore niestety nie zapisalam, mowily one o samotnosci, ktora czasami jest w stanie czlowieka popchnac nawet do przytulenia zimnego kamienia....w moim przypadku przeciez wszystko to, co moglby byc piekne jest niemozliwe....Zatem pojutrze spotkam mezczyzne, ktory zwrocil moja uwage...

01:10, ally_mcbeal
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 grudnia 2007
Loneliness....
„Samotność jest przedsionkiem śmierci”                                                                                                               Anne Louise Stael-Holstein  

Jakby tego było mało, utrudnia i sprawia ten przedsionek bardzo niebezpiecznym dla nas-samotnych; oraz dla ludzi, którzy zbliża się do nas. Gdy wspominam, że całe życie jestem samotna, to nikt nie jest w stanie uwierzyć. Taka ładna a wciąż nietknięta? Może jest już za późno, może tak skryłam się w sobie, że nie będę w stanie komukolwiek pomóc przedostać się do mojego wnętrza. Sama sobie pozostawiona na pastwę losu. Gdy pojawi się, cudem, mężczyzna – nadchodzi nadzieja, która robi z nas głupców. Problem w tym, że tak desperacko potrzebujemy ciepła grugiego człowieka, że nie jesteśmy w stanie panować nad własnym rozumem. Coś strasznego; niepojęte jak człowiek może być aż tak głupi i nabierać się ciągle na to samo. Walczę z tym co we mnie, nieustannie zabijam to o czym marzyłam od zawsze – o przeznaczeniu, o wielkiej miłości, która nie opuści mnie nawet po śmierci. Nasze dusze staną się jednością i będą trwać…..Czy już tak kochałam? Zapewne, lecz znów łudzę się, że będę w stanie doznać tego ponownie, w większym stopniu, by stwierdzić, że tamta historia to tylko urojenie. Czy jestem gotów, by ponownie zaryzykować? Nic innego mi nie pozostało….Czekam i nic się nie dzieje, ja stoję w miejscu, a czas ucieka. Nie chcę dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Nie chcę ruszać się z łóżka wiedząc, co mnie czeka. Chcę zacząć żyć, kochać całą sobą. Dlaczego nie jest mi to dane? Ile jeszcze mam czekać, by zaznać dotyku odrobiny szczęścia? Wariuję z samą sobą, gubię się, tracę kontakt z rzeczywistością. Dlaczego mając 22 lata mam oczekiwać od życia tylko i wyłącznie śmierci, dlaczego tylko ona mi przeznaczona?

 
22:12, ally_mcbeal
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3