RSS
sobota, 19 kwietnia 2008
Operacja

Nie sadzilam, ze kiedykolwiek bede musiala odwiedzic szpital jako pacjentka. Angielska pacjentka hehe

 

15.04.08 wtorek

Tego dnia obudzilam sie z naprawde dziwnym bolem brzucha.Jakby cos od wewnatrz ssalo i rwalo.Wmowilam sobie, ze to z nerwow, gdyz czekala mnie wizyta u ginekologa, balam sie, ze znow bede musiala usiasc na ten przeklety samolot. Lyknelam ibuprom, lecz malo co pomogl.Dzien toczyl sie dalej, wizyta przebiegla spokojnie, bez badania. Pojechalam do Pawła i klotnia. Stalam sie czescia jakiejs chorej telenoweli, gdzie kazdy klamie i udaje. Szkoda to wszystko uwieczniac, mam nadzieje, ze moja felerna pamiec pomoze mi to dosc szybko zapomniec. Pod koniec dnia niby sie pogodzilismy, jednak, gdy wrocilam do domu dostalam smsa, ze to koniec. Plotki, pomowienia, oszczerstwa osob drugich zniszczyly cos co moglo byc tak piekne.W nocy z bolu spac nie moglam, kolejny ibuprom rowniez nie pomogl...

 16.04 środa

Nie bylam w stanie isc do pracy. Pojechalam zgieta w pol do przychodni. Lekarz stwierdzila zapalenie wyrostka robaczkowego! Szok, przeciez to niemozliwe- nie moge isc do szpitala! Przeciez z tego miejsca sie nie wraca!Nie chce umierac na sali operacyjnej,albo z powodu pozostawionych nozyczek w brzuchu!Panika,placz....lekarz wypisala skierowanie na oddzial chirurgiczny i dala nadzieje-jesli nospa nie pomoze, nie ma na co czekac, bo wysotek moze sie wylac i zgon.... ok.19 z trudem sie umylam,spakowalam i pojechalam z mama do szpitala.Starszy, nie mily chirurg potwierdzil rozpoznanie lekarz z przychodni.Poryczalam sie....przez lzy mowilam mamie, by moje zwolki spalono i by juz jechala, bo jej obecnosc mi nie pomaga.Przebralam sie i jazda do sali pooperacyjnej.Tam kluli mnie z 3 razy w rozne miejsca probujac znalezc zyle, koniec koncow weflon zalozyli do zyly glownej w zgieciu reki.Podali antybiotyk i mialam zasnac w szpitalu czekajac na smierc.Oczywiscie nie zasnelam, pomimo, iz dostalam jakas tabletke nasseno-uspakajaca.Ktos co chwile rzygal, jeczal....ja mialam byc nastepna.W sali byla ze mna mila kobieta ok.45.Rowniez rano miala przejsc operacje,wyciecia pecherzyka z kamieniami.

17.04 czwartek

Strasznie glodna,obolala i wyczerpana wsluchiwalam sie w rytm krokow pielegniarek.Dzien zaczyna sie u nich juz ok.5.Mierzenie cisnienia,temperatura,tetno,zmiana kroplowek,podanie dozylnie antybiotyku.Zadna nie wiedziala o ktorej godzinie mnie wywioza z sali.Przypomnialo mi sie, ze chyba 17.04 moja kochana babcia zmarla na moich oczach.Pomyslalam...coz za zbieg okolicznosci, chyba babcia chce miec juz mnie przy sobie...ok.9 przyszedl mlody,zabojczo przystojny chirurg, ktory spytal jak sie czuje.Ponaciskal mi brzuch i powiedzial,ze dzis operujemy.

Jakies pytania?

-czy przezyje?heh

-hehe, to wszystko zalezy od Pani nastawienia ;)

swietnie, czyli umre....czy bedzie bardzo bolec?czy bede rzygac?czy....

czy bedzie mnie Pan operowal?

tak 

Mile odpowiedzial na moje pytania, a ja juz chcialam powiedziec, ze skoro Pan mnie bedzie operowac to nie musze sie obawiac.Przy takim przystojniaku moge nawet orla wywinac hehe ale ugryzlam sie w jezyk...ok 10 przyszly 2 pielegniarki, kazaly rozebrac sie do naga,wlozyc cos w rodzaju kaftanu i glowa do przodu pojechalam na sale operacyjna.Zdjeli mi kaftan i przykryli me nagie cialo przescieradlem.Na sali pelno ludzi, strasznych narzedzi.Anestezjolog zadala kilka pytan i kazala podpisac.Spojrzalam na mojego chirurga,usmiechnelam sie,on rowniez i uslyszalam pielegniarke:"teraz wstrzykuje Pani narkoze,zakreci sie Pani w glowie i Pani zasnie" trwalo to zaledwie 2 sekundy,nawet jak bylam mocno najebana to tak mi sie nie zakrecilo i odjechalam.Przebudzilam sie i wpadlam w lament, zaczelam ryczec, wrecz dusic sie lzami, zaczelam kontaktowac dopiero w swojej sali pooperacyjnej, gdzie wciaz nie mogli mnie uspokoic.Gosh, jak mnie wiezli, co ludzie musieli sobie myslec heh...Ponoc niektorzy tak reaguja po przebudzeniu, najwidoczniej nie spodobalo mi sie to,ze wrocilam do zywych...lub moja gleboko zakotwiczona depresja sie ujawinila, gdy ja nie mialam na to wplywu ani swiadomosci.Operacja trwala jakies 2 godziny.Moj przystojniak odwiedzil mnie i powiedzial cos w stylu:"Wyrostek jednak nie byl az taki chory na jaki sie wydawal.Gorzej z Pani ukladem rozrodczym, bylo przekrwienie macicy, pecherzyki na jajnikach,dosc duzo krwi sie wydobywalo,wszystko pozalatane, a wyrostek wyciety,zeby nie bylo.gdyby bol sie pojawil to juz do ginekologa z tym" Za bardzo nie wiem teraz, czy to powazne, czy moja historia z bolem brzucha dopiero sie zaczyna...w poniedzialek dostane wypis, moze cos wiecej bedzie tam napisane...

Strasznie bolalo, czulam, ze mam pelen pecherz.Nie potrafilam zalatwic sie do basenu, jestem taka osoba, ze nawet w lesie, gdzie nikogo nie ma,bym sie nie zalatwila.Chcialo mi sie plakac, tak mnie pecherz uciskal, pielegniarki sie zlitowaly i pomogly mi wstac, gdzie jest wrecz niedozwolone po tak krotkim czasie po peracji wstawac.Cudem dostarlam do lazienki i mimo to nie wysiusialam sie.Oj, jaki to byl bol...kilka razy robilam tego typu podchody, ponoc to normalne po takiej operacji. Jelita nie pracowaly.Dostalam zastrzyk rozkurczowy w posladek- co za bol!! Na szczescie historia z zrobieniem siusiu jakos sie dobrze zakonczyla, bez zacewnikowywania.Czlowiek, gdy zdrow nie docenia tego typu czynnosci, nie doceni,ze moze zjesc kromke chleba czy tez normalnie sie zalatwic.Dla mnie to blogoslawienstwo! :-) od wtorku wieczora nic nie jadlam, nie pilam az do piatku rana...dzien po operacji przespalam, ok.18 odwiedzila mnie mama,zle sie czulam.Gdy poszla,zasnelam,przebudzilam sie by pojsc do lazienki,usiadlam pierw na lozku,odczekalam az przestanie mi sie krecic w glowie i poczulam, ze zaraz zwymiotuje, o gosh tylko nie to-nienawidze rzygac!! sama żółć, cos okropnego, rany mi prawie porozrywalo, balam sie,ze szwy pojda bleeee gdy skonczylam rzygac dostalam smsa od Pawla, ze sie denerwuje, co ze mna...chyba moj opis na gg go poruszyl. od razu lepiej sie poczulam i spalam cala noc raczej spokojnie :-)Marzylam,by nastal juz dzien, bym mogla cokolwiek zjesc,wypic i jechac do domku.

18.04-piątek

Sexy chirurg mnie z rana odwiedzil i powiedzial,ze moge jechac do domku i uwazac na jedzenie, tylko lekkostrawne i w bardzo malych ilosciach.Pozniej sniadanie szpitalne, sasiadka spytala,czy jest cos dla nas,bo umieramy.Dostalam kaszke (nienawidze,tym bardziej bez cukru) ale jadlam i cieszylam sie jak dziecko.Sasiadka za to dostala kaszke,5kawalkow chleba,twarozek i kawe zbozowa!Hey to nie fair!! czemu ja tak malo??tak bardzo marzylam poczuc znow smak chleba!! sasiadka zauwazyla mojego chirurga, zawolala glosno,podszedl, a ja:

-dostalam tylko kaszke, czy moge chociaz jeden kawalek chleba kolezaki? (wygladalam jak zbity,wyglodzony piesek)

hottie zaczal sie smiac i powiedzial,ze moge ale tylko jeden i jesc powoli,bo nie moge dopuscic do tego,ze znow sie porzygam lol podziekowalam i wdzieczna wszystkim jadlam ze smakiem.Od razu poczulam sie o niebo lepiej!! Iza przyjechala po mnie taxowka ok.10 i wrocilam do domku,nareszcie!! Przezylam koszmar!!Za 7 dni sciaganie szwow, moze ujrze mojego chirurga...ciekawe jakby zareagowal na moje zaproszenie na kolacje w podziece za udana operacje hehe dreams....

19.04

Czuje sie nie najgorzej, powiedzialabym, ze nawet dobrze w porowaniu z tym co bylo.Nadal ciezko mi sie smiac, odkaszlec, ale daje rade.chodze troche,a za chwile ide wziasc prysznic-nareszcie! hehe moge dzis zdjac opatrunek i umyc sie! :-) a zatem ide zmyc z siebie specyficzny zapach szpitala..... 

 

16:33, ally_mcbeal
Link Komentarze (1) »